|
Kilka
lat temu mój tato pojechał do Rzeszowa i w sklepie muzycznym kupił
sobie skrzypce. Jakież było nasze zdziwienie! Co też mu strzeliło do
głowy? Na starość znalazł sobie taką zabawkę?
Kiedy zaczynał grać na tym instrumencie, mama profilaktycznie
zamykała okna w mieszkaniu. Zdarzało się, że sąsiedzi nieśmiało
podpytywali mamę: "Ktoś u nas w bloku gra na skrzypcach. Nie wie
pani u kogo to?"
Tłumaczyła się moja mama przed sąsiadami, usprawiedliwiała pasję
taty. Nikt nie krytykował i nie próbował oceniać jego talentu.
A
tato wykorzystuje każdą wolną chwilę na ćwiczenia. Gościom umila
czas, popisując się swoim "talentem", bacznie patrząc spod oka na
ich reakcję. Domownicy ignorują jego rzępolenie, ja starałam się
pilnie wysłuchiwać jego koncertów. Nawet nagrałam kamerą jego
"piękne" koncerty. W końcu zadałam tacie pytanie. Skąd ta pasja u
Ciebie? Czy kiedykolwiek miałeś do czynienia z muzykowaniem? U nas w
domu nikt nie grał na żadnym instrumencie.
Kiedy tato mieszkał przed wojną w Żubraczem, dostał od ojca
skrzypce. Nikt go nie uczył gry na tym instrumencie. We wsi nie było
nawet szkoły podstawowej, a co dopiero szkoły muzycznej. Jego młodsi
koledzy Adam (?) i Leon Adamczyk umieli grać dobrze, być może to od
nich się nauczył. Woźnica Janek i Bronek, koledzy z podwórka też
grali na skrzypcach.
W czasie wojny tato wyjechał do III Rzeszy na przymusowe roboty.
Ciężka praca u bambra, podłe jedzenie i żadnych rozrywek. Co może
robić 17 letni chłopak z dala od rodziny, od Ojczyzny, upokarzany na
każdym kroku przez niemieckich bambrów?
Zatęsknił tato za swoim krajem lat dziecinnych, za beztroskimi
zabawami z dziećmi, za łowieniem ryb w górskim potoku, za
polowaniami z ojcem w bieszczadzkich lasach i pewnie też za swoimi
skrzypcami, które dostał kiedyś od ojca, a które zostały w Żubraczem.
Henryk Sienkiewicz pisał w noweli "Janko Muzykant":
-Co by on za to dał, gdyby mógł mieć takie skrzypki grające cienko:
"Będziem jedli, będziem pili, będziewa się weselili." Takie
deszczułki śpiewające. Ba! ale skąd ich dostać? Gdzie takie robią?
Żeby mu przynajmniej pozwolili choć raz w rękę wziąć coś takiego!...
Gdzie tam!
Tak też, mój tato przed laty, przy pomocy prymitywnych narzędzi,
mając siekierę, oślik i nóż- wystrugał sobie sam skrzypce. A struny
dostał od listonosza w prezencie. Grywał na nich z taką pasją, że do
dzisiaj wspominają o tym niemieccy gospodarze. 10 lat temu, kiedy
tata odwiedził swojego bambra w Bawarii, jego syn przypomniał mojemu
ojcu, że w czasie wojny tato miał własnoręcznie zrobione skrzypce,
na których namiętnie grywał.
Tony! Co się z nimi stało?- wypytywał.
15 października
2009 roku świętowaliśmy Diamentowe Gody, czyli 60. rocznicę zawarcia
związku małżeńskiego moich Rodziców.
Ten dzień był szczególną okazją do tego, by się zatrzymać i spojrzeć
wstecz na to, co osiągnęli w ciągu swojego małżeństwa.
Był to czas na refleksję, czas zarezerwowany na wspomnienia
radosnych chwil oraz rozwiązanych problemów.
To czas na podziękowanie Bogu za rozwój miłości i trwałości
małżeństwa.
To czas na
podziękowanie za cierpliwość, wytrwałość, poświęcenie, czyli po
prostu za miłość.
Z tej okazji odbyło się spotkanie w Urzędzie Miasta zorganizowane
przez Burmistrza Leżajska. Rodzice wraz z gratulacjami dostali od
Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Medal za długoletnie pożycie
małżeńskie. Taki medal ustanowiony w 1960 r. nadawany jest osobom,
które przeżyły 50 lat w jednym związku małżeńskim. Moi przeżyli
wspólnie całe 60 lat, ale za taki staż medalu nie dają, pewnie nie
brano pod uwagę, że ludzie tak długo mogą ze sobą żyć.
http://www.prezydent.pl/aktywnosc/ordery-i-odznaczenia/odznaczenia/medal-za-dlugoletnie-pozycie-malzenskie/
Sentymentalna Podróż do Żubraczego
Biogram Antoniego Stankiewicza
Więcej o Janinie
Stankiewicz
|