|
'Ślubuję
ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę, aż do
śmierci'.
Te śluby złożyłam w Bazylice OO. Bernardynów w Leżajsku, w
dniu moich imienin, 26 lipca. Miałam 26 lat.
Kiedy byłam
na studiach, absolutnie nie myślałam o małżeństwie.
Dawniej dziewczynę kilkunastoletnią uważano za zdolną do zamążpójścia.
Dzisiaj model rodziny ulega zmianie. W wieku 30-34 lat myśli się dopiero
o założeniu rodziny, kiedy sytuacja materialna zaczyna się stabilizować.
Ja w
wieku 25 lat poczułam się starą panną. Przeraziła mnie perspektywa
staropanieństwa. Dopiero, podjęcie pracy, zmiana środowiska, nowe
towarzystwo uświadomiły mi potrzebę stabilizacji. Nawet nie wiem kiedy
ocknęłam się, gdy zaczęłam odczuwać samotność, zapragnęłam samodzielnego
życia, z dala od ‘maminego garnuszka’. Chciałam budować własne gniazdo.
I co? Ludzie z mojego środowiska pokończyli studia, porozjeżdżali się. O
kandydatów było trudno.
'Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co
się ma!'
Toteż, kiedy poznałam Piotrka, dość szybko
zdecydowałam się na małżeństwo. Pierwszą ustaloną datą ślubu miała być
data moich urodzin, czyli 24 lutego. Jednak postanowiliśmy przesunąć
termin o kilka miesięcy, czyli w dniu moich imienin. Wyszłam za mąż po
roku naszej znajomości.
Wesele miało być skromne, z małą ilością
gości. Postanowiliśmy zaprosić tylko samych młodych. Dlatego też
zaproszenia na ślub wysłaliśmy tylko młodym kuzynom, kuzynkom,
koleżankom i kolegom oraz tylko najbliższej Rodzinie. A ciotkom, wujkom
i stryjkom wysłaliśmy jedynie zawiadomienie o naszym ślubie.
Pomysł jednak się nie sprawdził. Mama
zaprosiła swoich znajomych i sąsiadów. Z Nysy przyjechał stryj Franek z
żoną Tośką, Władek z żoną Danką i dziećmi- Renatą i Baśką. Rodzina z
Nysy zawitała w nasze progi dużo wcześniej, bo już na kilka dni przed
weselem. Zamiast przygotowywać się do uroczystości weselnych, trzeba
było zajmować się gośćmi. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Zaraz
rano poszłam na umówioną wizytę do fryzjerki. Bujniaczka zrobiła mi taką
fryzurę, że niemal płakałam ze złości. Jej dzieło postarzało mnie o co
najmniej 10 lat. Nie próbowałam ukryć niezadowolenia, kiedy płaciłam jej
za extra robotę. Prosto od fryzjera poszłam jeszcze na Górną, by omówić
z Piotrkiem kilka spraw organizacyjnych. Brak komentarza ze strony mojej
przyszłej teściowej oraz przyszłej szwagierki, co do mojego uczesania
tylko mnie utwierdziły w niezadowoleniu. Tak więc, zaraz po powrocie do
domu weszłam do łazienki, umyłam głowę i poprosiłam Urszulę o ratunek.
Moje grube, absolutnie niepodatne na jakiekolwiek modelowanie włosy
doprowadzały mnie do rozpaczy. Urszula wpięła mi kilka kwiatków,
ukrywając mankamenty ślubnej fryzury.
Kiedy wreszcie dotarliśmy do USC, okazało się, że trzeba będzie jeszcze
dość długo czekać pod drzwiami, bo nasza kolejka już minęła. Dobrze, że
humor nam dopisywał, zachowywaliśmy się jak dzieciaki, żartując i
śmiejąc się w tak doniosłej chwili.
Pani z
USC, udzielając nam ślubu spytała mnie, na jakie nazwisko się
decyduję. Odpowiedziałam żartobliwie, że ja to bym chciała zostawić
sobie nazwisko panieńskie, czyli Stankiewicz. Piotrek całkiem serio
potraktował moje wyznanie i wówczas dość brutalnie nadepnął mi na buta,
co mnie bardzo rozbawiło.
- No! Ale
widzi pani! Nie mam szans! Ze śmiechem powiedziałam, wskazując na
Piotrka.
O godzinie 16. w Bazylice OO. Bernardynów w Leżajsku, w dniu moich
imienin, 26 lipca złożyłam przysięgę małżeńską.
'Ślubuję
ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę, aż do
śmierci'.
Jak
każda młoda para nowożeńców, tak i my, zgodnie ze zwyczajem złożyliśmy
wiązankę ślubną przed wizerunkiem Matki Bożej Leżajskiej, prosząc Ją o
błogosławieństwo.
Obraz
Matki Bożej Leżajskiej jest miejscem hołdu, nie tylko nowożeńców.
Król Władysław IV, w dowód
wdzięczności za zwycięstwo odniesione w 1642 r. pod Chocimiem, złożył tu
swoje votum. Hetman
wielki koronny Stefan Czarniecki zawierzył przed wizerunkiem Matki Bożej
Leżajskiej siebie i wojsko w okresie walk ze Szwedami w 1655 r.
Pielgrzymi z okolicznych wsi od wieków przybywają podziękować Matce
Boskiej za plony i prosić o dar urodzaju na przyszły rok.
Podczas
uroczystości mszy Św. na organach grał pan Roman Chorzępa.
Pierwsze
gratulacje przyjęliśmy od księdza, który przy okazji złożył mi serdeczne
życzenia imieninowe.
Suknię
ślubną miałam skromną. Podobno wyglądałam jak dziewczynka idąca do
Komunii. Teraz, z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że
dziewczynki w tamtych czasach, miały strojniejsze suknie komunijne, niż
moja ślubna.
Nie mając
doświadczenia, na moje skromnie zaplanowane wesele przygotowaliśmy o
wiele za dużo jedzenia i picia. Zakupiony w Pewexie spirytus osobiście
rozmajałam, dbając o właściwy kolor i procenty.
Po
weselu, moja młodsza siostra zarekwirowała resztę weselnej wódki. Kiedy
przychodziliśmy do mamy na niedzielne obiadki, Jagusia wyciągała ze
schowka butelkę weselnej, serwując po kielichu 'na trawienie'. Starczyło
tego lekarstwa na rok.
Rodzinie
tak bardzo podobał się pobyt w Leżajsku, że postanowili zabawić w
Leżajsku jeszcze kilka dni po weselu. Na szczęście, moja podróż poślubna
pokrzyżowała im plany.
Podróż
poślubna
Większość
Polaków wyjeżdżała w tamtych czasach za granicę, nie po to, by zwiedzać,
ale na handel, by dorobić sobie do życia. Czasy przecież były ciężkie.
Chcąc zobaczyć kawałek świata, lepiej było wybrać się na wycieczkę,
przez renomowane biuro turystyczne. Orbis słynął z doskonałej
organizacji takich wycieczek. I na taką orbisowską wycieczkę
zdecydowaliśmy się.
Zaraz po
ślubie, wybraliśmy się w podróż poślubną na Węgry.
Miszkolc -Topolcy - Budapeszt - Esztergom. Piękna trasa.
Jako
nowożeńcy byliśmy traktowani na wycieczce szczególnie. W hotelu w
Miszkolcu dostaliśmy piękny stylowy apartament, z olbrzymim łożem
małżeńskim.
I tylko
moja mama była niepocieszona. Liczyła, że jadąc z nami na wycieczkę
będzie nam towarzyszyć dniem i nocą. Czuła się osamotniona, odrzucona i
wcale nie ukrywała niezadowolenia.
|