Anna Ordyczyńska

 

POWRÓT


Film o mojej pasji


Mój znak zodiaku


Mój kwestionariusz


Dzieciństwo czas magiczny


Uniwersytet Jagielloński


Wybory 2002


Media donoszą


Działka moje hobby


Matka i córka


Mój dom oazą szczęścia


Spokojny zdrowy sen


Gdy dosięgnie cię ból


Anatomia miłości


W poszukiwaniu urody i młodości


Fotografuj swoje marzenia


Wdzięczność


Przytul mnie


Patriotyzm


Dziewczyny PRLu


Czy kłamstwo ułatwia życie?


LEŻAJSK


Leżajsk moje miasto


Spacerkiem po mieście


Leżajskie ulice


Ambasador USA w Leżajsku


Zaćmienie w Leżajsku


Leżajsk w obiektywie


Podróże po Europie


Sylwetki Leżajszczan


Ogródek Jordanowski


Klasztor OO Bernardynów


Towarzystwo Miłośników Ziemi Leżajskiej


Emigracja Leżajszczan


Memorabilia o szkole, absolwentach, nauczycielach LO


Ulas Urbański Juliusz


Żydzi w Leżajsku


GENEALOGIA


Genealogia Polska


Genealogia Rodzin


Genebase


Leżajsk na starych fotografiach


Leżajsk- zdjęcia stare


 


TABLICA POKREWIEŃSTW


Anegdoty rodzinne


Magia jednego zdjęcia


 


LINKI


Moje www






 

 


 'Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę, aż do śmierci'.

 

Te śluby złożyłam w Bazylice OO. Bernardynów w Leżajsku, w dniu moich imienin, 26 lipca. Miałam 26 lat.
 

  Kiedy byłam na studiach, absolutnie nie myślałam o małżeństwie.
Dawniej dziewczynę kilkunastoletnią uważano za zdolną do zamążpójścia. Dzisiaj model rodziny ulega zmianie. W wieku 30-34 lat myśli się dopiero o założeniu rodziny, kiedy sytuacja materialna zaczyna się stabilizować.

Ja w wieku 25 lat poczułam się starą panną. Przeraziła mnie perspektywa staropanieństwa. Dopiero, podjęcie pracy, zmiana środowiska, nowe towarzystwo uświadomiły mi potrzebę stabilizacji. Nawet nie wiem kiedy ocknęłam się, gdy zaczęłam odczuwać samotność, zapragnęłam samodzielnego życia, z dala od ‘maminego garnuszka’. Chciałam budować własne gniazdo. I co? Ludzie z mojego środowiska pokończyli studia, porozjeżdżali się. O kandydatów było trudno.

       'Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma!'

       Toteż, kiedy poznałam Piotrka, dość szybko zdecydowałam się na małżeństwo. Pierwszą ustaloną datą ślubu miała być data moich urodzin, czyli 24 lutego. Jednak postanowiliśmy przesunąć termin o kilka miesięcy, czyli w dniu moich imienin. Wyszłam za mąż po roku naszej znajomości.

       Wesele miało być skromne, z małą ilością gości. Postanowiliśmy zaprosić tylko samych młodych. Dlatego też zaproszenia na ślub wysłaliśmy tylko młodym kuzynom, kuzynkom, koleżankom i kolegom oraz tylko najbliższej Rodzinie. A ciotkom, wujkom i stryjkom wysłaliśmy jedynie zawiadomienie o naszym ślubie.

       Pomysł jednak się nie sprawdził. Mama zaprosiła swoich znajomych i sąsiadów. Z Nysy przyjechał stryj Franek z żoną Tośką, Władek z żoną Danką i dziećmi- Renatą i Baśką. Rodzina z Nysy zawitała w nasze progi dużo wcześniej, bo już na kilka dni przed weselem. Zamiast przygotowywać się do uroczystości weselnych, trzeba było zajmować się gośćmi. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Zaraz rano poszłam na umówioną wizytę do fryzjerki. Bujniaczka zrobiła mi taką fryzurę, że niemal płakałam ze złości. Jej dzieło postarzało mnie o co najmniej 10 lat. Nie próbowałam ukryć niezadowolenia, kiedy płaciłam jej za extra robotę. Prosto od fryzjera poszłam jeszcze na Górną, by omówić z Piotrkiem kilka spraw organizacyjnych. Brak komentarza ze strony mojej przyszłej teściowej oraz przyszłej szwagierki, co do mojego uczesania tylko mnie utwierdziły w niezadowoleniu. Tak więc, zaraz po powrocie do domu weszłam do łazienki, umyłam głowę i poprosiłam Urszulę o ratunek. Moje grube, absolutnie niepodatne na jakiekolwiek modelowanie włosy doprowadzały mnie do rozpaczy. Urszula wpięła mi kilka kwiatków, ukrywając mankamenty ślubnej fryzury.

          Kiedy wreszcie dotarliśmy do USC, okazało się, że trzeba będzie jeszcze dość długo czekać pod drzwiami, bo nasza kolejka już minęła. Dobrze, że humor nam dopisywał, zachowywaliśmy się jak dzieciaki, żartując i śmiejąc się w tak doniosłej chwili.

Pani z USC, udzielając nam ślubu spytała mnie, na jakie nazwisko się decyduję. Odpowiedziałam żartobliwie, że ja to bym chciała zostawić sobie nazwisko panieńskie, czyli Stankiewicz. Piotrek całkiem serio potraktował moje wyznanie i wówczas dość brutalnie nadepnął mi na buta, co mnie bardzo rozbawiło.

- No! Ale widzi pani! Nie mam szans! Ze śmiechem powiedziałam, wskazując na Piotrka.

 Bazylika OO. Bernardynów w Leżajsku  O godzinie 16. w Bazylice OO. Bernardynów w Leżajsku, w dniu moich imienin, 26 lipca złożyłam przysięgę małżeńską.

 

'Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę, aż do śmierci'.

Obraz Matki Boskiej w Bazylice OO. Bernardynów w Leżajsku Jak każda młoda para nowożeńców, tak i my, zgodnie ze zwyczajem złożyliśmy wiązankę ślubną przed wizerunkiem Matki Bożej Leżajskiej, prosząc Ją o błogosławieństwo.

Obraz Matki Bożej Leżajskiej jest miejscem hołdu, nie tylko nowożeńców.

Król Władysław IV, w dowód wdzięczności za zwycięstwo odniesione w 1642 r. pod Chocimiem, złożył tu swoje votum. Hetman wielki koronny Stefan Czarniecki zawierzył przed wizerunkiem Matki Bożej Leżajskiej siebie i wojsko w okresie walk ze Szwedami w 1655 r.
Pielgrzymi z okolicznych wsi od wieków przybywają podziękować Matce Boskiej za plony i prosić o dar urodzaju na przyszły rok.

Organy w Bazylice OO. Bernardynów w Leżajsku

Podczas uroczystości mszy Św. na organach grał pan Roman Chorzępa.

Pierwsze gratulacje przyjęliśmy od księdza, który przy okazji złożył mi serdeczne życzenia imieninowe.

 

Suknię ślubną miałam skromną. Podobno wyglądałam jak dziewczynka idąca do Komunii. Teraz, z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że dziewczynki w tamtych czasach, miały strojniejsze suknie komunijne, niż moja ślubna.

Nie mając doświadczenia, na moje skromnie zaplanowane wesele przygotowaliśmy o wiele za dużo jedzenia i picia. Zakupiony w Pewexie spirytus osobiście rozmajałam, dbając o właściwy kolor i procenty.

Po weselu, moja młodsza siostra zarekwirowała resztę weselnej wódki. Kiedy przychodziliśmy do mamy na niedzielne obiadki, Jagusia wyciągała ze schowka butelkę weselnej, serwując po kielichu 'na trawienie'. Starczyło tego lekarstwa na rok.

Rodzinie tak bardzo podobał się pobyt w Leżajsku, że postanowili zabawić w Leżajsku jeszcze kilka dni po weselu. Na szczęście, moja podróż poślubna pokrzyżowała im plany.

 

 

Podróż poślubna

Większość Polaków wyjeżdżała w tamtych czasach za granicę, nie po to, by zwiedzać, ale na handel, by dorobić sobie do życia. Czasy przecież były ciężkie. Chcąc zobaczyć kawałek świata, lepiej było wybrać się na wycieczkę, przez renomowane biuro turystyczne. Orbis słynął z doskonałej organizacji takich wycieczek. I na taką orbisowską wycieczkę zdecydowaliśmy się.

Zaraz po ślubie, wybraliśmy się w podróż poślubną na Węgry. Miszkolc -Topolcy - Budapeszt - Esztergom. Piękna trasa.

 

Jako nowożeńcy byliśmy traktowani na wycieczce szczególnie. W hotelu w Miszkolcu dostaliśmy piękny stylowy apartament, z olbrzymim łożem małżeńskim.

I tylko moja mama była niepocieszona. Liczyła, że jadąc z nami na wycieczkę będzie nam towarzyszyć dniem i nocą. Czuła się osamotniona, odrzucona i wcale nie ukrywała niezadowolenia.

 

 

 

FOTO

Ślub Anny Stankiewicz i Piotra Ordyczyńskiego. Leżajsk.


Ślub Anny Stankiewicz i Piotra Ordyczyńskiego. Leżajsk.

 Ślub Anny Stankiewicz i Piotra Ordyczyńskiego. Leżajsk.

Ślub Anny Stankiewicz i Piotra Ordyczyńskiego. Leżajsk.


Ślub Anny Stankiewicz i Piotra Ordyczyńskiego. Leżajsk.

 

 

 

Księga Gości-przeglądanie

 

 
 
 

Strona utworzona 2003-12-25

Ostatnia aktualizacja: 08-07-05

 POWRÓT